fb
radio

Wojciech Kuczok: Działania pozaboiskowe

Jeśli zobaczyliście kiedyś na meczu w gromadce fotoreporterów kłębiących się za linią autu faceta, który zamiast polować półmetrową lufą obiektywu na akcje bramkowe, odwrócił się tyłem do boiska i wymierzył aparat właśnie w was – mógł to być Przemek Niciejewski.

Facet, którego w futbolu najbardziej interesują kibice. Nie chuligani – oni by zresztą nie dali się sfotografować bez kominiarek – autorowi nie chodzi o szperanie w patologii, nie szuka boschowskich gęb pośród zdziczałego, on woli zgłębiać fenomen „normalsów”, pikników, miłośników piłki.

Wojciech Kuczok: Kibole sceniczni

W niedawno wydanym albumie „Going to the match” skupia się na tych, którzy przychodzą po zdrowe emocje, i wpisuje ich w kadrze w architekturę stadionów. Nie twierdzę, że Niciejewski piłką się nie interesuje, skłonny byłbym to zresztą zrozumieć i wybaczyć, wszak skoro można być niewierzącym miłośnikiem architektury sakralnej, można też chodzić na stadiony tylko po to, żeby je oglądać poza porą meczu – przeciwnie, autor podziela wiarę Jana Pawła II w to, że „ze wszystkich nieważnych rzeczy futbol jest zdecydowanie najważniejszą” – ale poświęca swój cykl fotografii temu, jak owa futbolowa religia odbija się w oczach jej wyznawców. Mamy zatem do czynienia z książką paradoksalną – to jeden z najciekawszych albumów o futbolu, przy czym futbolu w nim nie ma wcale. A raczej jest intensywnie obecny w przestrzeni pozakadrowej.

Niciejewski wędruje po stadionach całej Europy – od legendarnych świątyń piłkarskich regularnie zapełnianych nieprzebranymi tłumami fanów po stadioniki czy wręcz boiska okolone jedynie pastwiskiem, na które przychodzi po kilku widzów (rekord Niciejewskiego – jeden pan na trawie, nie licząc psa). Już samo położenie placów gry jest fascynujące – to, co widać za trybunami lub za pojedynczym pasem krzesełek, ów pejzaż w tle, bezpowrotnie utracony w nowoczesnych amfiteatrach okolonych wysokimi trybunami. Nowe areny tracą widok na drugim planie, przez co tracą też swój urok, różnią się od siebie praktycznie tylko z zewnątrz, kibice są skazani na widowisko lub na kontemplowanie chmur, o ile dach jest otwarty. Tymczasem stadiony prowincjonalne są otaczane przez lasy, łąki, góry, blokowiska, jakieś kominy fabryczne; niektóre z nich są ledwie wciśnięte w zwartą tkankę miasta tak, że mecz można komfortowo oglądać z okien pobliskich bloków, inne wykoszone pośród pustkowi, jak to, przy którym stoi samotny chłop w gumofilcach obok drugiej pary kaloszy. Przebrał się w galowe obuwie z szacunku dla futbolu? A może łatwiej mu w nich wyławiać gałę z chaszczy, w czym zapewne wyręcza zawodników, będąc jednocześnie widownią i chłopcem do podawania piłek?

Przemek Niciejewski i jego zdjęcia

To zdjęcie, jak większość w albumie, opowiada niejedną historię. Jak to ze starszą panią o lasce, fanką Oldham, niecierpliwie czekającą pod stadionem na kogoś ewidentnie spóźnionego. Czemu się spóźnia? Uciekł mu autobus czy umarł? W pewnym wieku najbardziej prawdopodobną przyczyną spóźnienia jest śmierć. Na innej z fotografii kibice Liverpoolu zdążający na mecz z dezaprobatą spoglądają na demonstracyjnie niebiesko pomalowane drzwi domku – bliźniak jest już we właściwym czerwonym kolorze, a zatem pod wskazanym adresem musi mieszkać jakiś dziarski fan Evertonu. Z Premiership jest ten kłopot, że zwykli kibice nie bardzo mają szansę oglądać ją na żywo choćby ze względu na wywindowanie ceny biletów. Przeto widzimy i takich desperatów jak ojciec z synem odziani w barwy klubowe i oglądający mecz swoich ulubieńców przez otwór na zamek w bramie stadionu.

Fotograf futbolu, który odwiedza stadiony na całym świecie. "Jestem kibicem kibiców" [ROZMOWA] Takich punktów widzenia „zza płotu” oglądamy u Niciejewskiego więcej; przypomina mi późne dzieciństwo, kiedy już byłem za stary, żeby wchodzić za darmo z upolowanym „tatą” (na Ruch wpuszczano ongiś za darmo dzieci pod opieką rodzica, ale nikt oczywiście nie żądał okazywania dowodów pokrewieństwa, przeto za każdym razem inny ojciec mnie na stadion wprowadzał), ale wciąż na tyle chudy, żeby przecisnąć się przez dziurę w płocie. Och, są też i zdjęcia z samego Chorzowa, jedno z nich szczególnie urocze przedstawia piknika w typie hipsterskim: w czasie meczu w Górnikiem Łęczna jakiś korpulentny pan siedzi na pasie murawy za bramką w samych gaciach i czyta książkę na krzesełku wędkarskim.

No wzruszam się rzewnie i myślę, że gdyby Przemek Niciejewski szalał z aparatem w latach 80., na pewno zwróciłby jego uwagę mój ojciec prawdziwy. Zwykł chadzać na mecze z chartem afgańskim. W tamtych czasach przedkołowrotkowych, kiedy mecz się na dobre rozkręcił, nikomu już się nie chciało kontrolować bram wejściowych, przeto nie dość, że na drugą połowę wchodziło się za darmo, to jeszcze można było to zrobić podczas spaceru z psem. Pies jak pies, ale to był prawdziwy afgan, który wzbudzał nierzadko większe zainteresowanie publiczności niż pokraczne zmagania ligowców. Zwłaszcza dzieciarnia miała ubaw, takich psów często nie widziano – na Śląsku oprócz wszechobecnych kundli i pokojowych ratlerów, nie wiedzieć czemu nazywanych „sarenkami”, modne były nade wszystko owczarki – a jakże – niemieckie.

Felieton opublikowany w Gazecie Wyborczej, 23 stycznia 2017 r.

WywiadPrzemekNiciejewskiFoto

Fotograf futbolu, który odwiedza stadiony na całym świecie – wywiad z Przemkiem Niciejewskim

Piotr Wesołowicz: Ile musiałeś zrobić zdjęć, by powstał album "Going to the Match"?

Przemek Niciejewski, fotograf piłkarski: Myślę, że około 300 tys. W albumie zmieściło się 130 zdjęć, wypada mniej więcej 2,5 tys. ujęć na jedno.

Co było dla ciebie inspiracją?

- Zawsze bardziej niż to, co dzieje się na boisku, interesowały mnie trybuny. Na finale Ligi Mistrzów, kiedy Antonie Griezmann pudłował z rzutu karnego, jako jedyny z fotografów obiektyw miałem skierowany w kibiców, a nie na strzelca. Ich zdjęcia za kilkanaście sekund obiegną cały świat, ludzie o nich zapomną. Mnie zależało na uchwyceniu czegoś wyjątkowego. Jestem bardziej kibicem kibiców niż samej piłki.

Kiedy zacząłeś pracę nad albumem?

- Mniej więcej cztery lata temu. Najpierw pracowałem nad albumem o fanach Borussii Moenchengladbach. Do fotografowania świata okołostadionowego namówił mnie Peter Robinson, szef działu fotografii FIFA Museum. Przekonywał, że tych, którzy koncentrują się na boisku, są tysiące, że to się sprzedaje. Ale niekoniecznie jest najważniejsze.

No i ruszyłem. W albumie są zdjęcia z 78 stadionów bądź ich okolic. W sumie odwiedziłem 250, 300 stadionów na całym świecie. Chciałem pokazać te największe, jak w Barcelonie czy Liverpoolu, po małe, zapuszczone wiejskie boiska.

Byłem na meczu w Czarnożyłach pod Wieluniem, gdzie był jeden kibic. W miejscowości Ruda kibiców było kilku, może kilkunastu, ale co tydzień pojawiał się ten sam pan z jamnikiem. Mam wrażenie, że pies oglądał mecz z większym zainteresowaniem niż właściciel. Zrobiłem im zdjęcie.

Co jest pociągającego w futbolu spoza wielkiego świata piłki?

- Panują w nim niemal rodzinne relacje. Wielokrotnie widziałem, jak prezes małego klubu przed meczem wita się z każdym kibicem na trybunie, każdego zna z imienia. Jeśli ktoś chce być zaangażowany w życie klubu i mieć na nie wpływ, powinien wybierać nie te wielkie, bo są bezosobowe.

A jednak kibicowi z Polski łatwiej kłócić się o wyższość Barcelony nad Realem, niż pójść na mecz lokalnej drużyny.

- Dla mnie to plastik. Duże kluby są totalnie oddalone od lokalnych grup społecznych, a mimo to zawłaszczyły sferę kibicowania. Niedawno byłem na meczu Oldham na przedmieściach Manchesteru. To klub o bogatej tradycji, powinien przyciągać lokalną społeczność. Czułem jednak rezygnację. Cokolwiek by zrobili, i tak są skazani na niebyt, bo obok są wielkie korporacje: Manchester United i Manchester City.

Kibicowanie takim klubom jest łatwiejsze. W każdym supermarkecie w dowolnym miejscu na ziemi można kupić gadżety tych samych klubów: Realu, Barcelony, Manchesteru.

- W telewizji uwagę przyciągają tylko ich mecze. Liga hiszpańska czy angielska mają milionową oglądalność, ale kto obejrzy mecz Osasuny z Eibarem czy Bournemouth z Hull City? Wyjątki. Wszyscy czekają na derby Manchesteru czy El Clasico między Realem a Barceloną.

Zdobycie mistrzostwa Niemiec przez Bayern jest traktowane w Monachium jako oczywistość. Ostatni tytuł na centralnym placu w mieście świętowała garstka ludzi. Tak samo w Londynie, gdzie tytuł zdobyła Chelsea. To powoduje paradoks - klub ma coraz więcej kibiców, ale poziom ich zaangażowania maleje. Weźmy Barcelonę, chyba najbardziej skomercjalizowany klub na świecie. Ma miliony fanów na całym globie, a rzadko kiedy zapełnia stadion. Byłem niedawno na meczu na Camp Nou. Połowę widzów stanowili turyści, którzy byli na stadionie pierwszy i pewnie ostatni raz. Przed finałem Ligi Mistrzów w Berlinie klub musiał zwrócić do UEFA 3 tys. biletów, bo nie był w stanie ich sprzedać. Barcelona to ciekawy przykład, bo z jednej strony to klub zarządzany przez socios, czyli społeczność, a z drugiej bardzo od niej oderwany.

Kiedy Juventus, najpopularniejszy klub we Włoszech, wypełnił do ostatniego miejsca swój nowoczesny stadion w Turynie? Największe kluby mogłyby rozgrywać mecze bez publiczności, bo i tak mają ogromne przychody. Czemu więc nie zorganizować rozgrywek w Katarze?

Superliga, która skupi kilka najbogatszych klubów w Europie, to tylko kwestia czasu.

- A może zadziała to odświeżająco dla kibiców reszty klubów? Będą "against modern football" i mocniej zaangażują się w życie własnych drużyn?

Dlatego też zacząłem fotografować futbol wiejski i pozaligowy. To futbol, który ginie i odchodzi. Miałem poczucie, że jeśli ktoś nie zrobi dokumentacji fotograficznej, odejdzie on w niepamięć. Zdjęć Neymara czy Messiego są setki, ale kto znajdzie zdjęcie kibica z Camp Nou czy Old Trafford, który siedzi na tym samym miejscu od 50 lat? Dziś kibice z klasy robotniczej, którzy w latach 70. zasiadali na trybunach, zostali wyparci, stali się niepotrzebni. W Manchesterze czy Barcelonie kibic jest klientem. Dlatego cieszę się, że zarejestrowałem futbol mniej atrakcyjny, zaniedbany albo taki, którego już nie ma. Tak jak tych kominów w Rudzie Śląskiej, tuż za stadionem. Na zdjęciu widać elementy niedziałającej już kopalni, szyby. One też zaraz znikną. Albo weźmy zdjęcie z Opola, które zrobiłem przed meczem z Odrą. Kiedy pojawiłem się z aparatem, prezes klubu prosił, bym zrobił zdjęcia jednej z trybun. Miał świadomość, że zaraz ją rozbiorą. Tak samo było ze zdjęciem wagonów ze stadionu spod Brugii. Właściciel tamtejszego klubu FC Sobemai był fascynatem kolejnictwa i zgromadził wokół boiska kilkanaście wagonów. Udało mi się je sfotografować. Dziś ich nie ma. Zaraz zniknie też historyczny stadion FC Kattowitz z przedwojennymi, drewnianymi trybunami. Dziś to miejsce spotkań pijaczków, ale teren już wykupił deweloper. Przed wojną grywała tu reprezentacja Polski, dziś nie ma choćby upamiętniającej tabliczki, zaraz powstaną bloki.

O tę historię mało kto dziś dba. Spójrzmy na Warszawę i dawny Stadion Dziesięciolecia. Nie znalazłem ani jednego zdjęcia, które oddawałoby atmosferę trybun sprzed 40, 50 lat. Dlatego tworząc ten album, miałem pewne poczucie misji.

Gdybyś miał wybrać to jedno zdjęcie z albumu?

- Wybrałbym ujęcie z meczu Fortuny Koeln. Mam do niego olbrzymi sentyment. Za pierwszym razem, gdy tam się pojawiłem, wyszedłem ze stadionu 20 minut przed końcem meczu. Już w samochodzie zauważyłem pana za siatką ogradzającą stadion. Nie miałem jak zawrócić, ale obiecałem sobie, że do niego wrócę. Dwa tygodnie później znów byłem na meczu w Koeln i spotkałem tego pana w tym samym miejscu. Opowiedział, że nie stać go na bilet i w ten sposób od kilkunastu lat ogląda mecze swojej drużyny. W klubie o tym wiedzą i w tym miejscu od lat nie zasłaniają ogrodzenia.

W Oldham udało mi się zrobić jedno z moich ulubionych zdjęć. Któryś już raz obchodziłem stadion, aż znalazłem pewną starszą panią w barwach klubu. Zrobiłem jej zdjęcie, myślę, że do dziś nie zdaje sobie z tego sprawy. Zaczęliśmy rozmawiać. Opowiedziała, że od 40 lat wykupuje karnet na cały sezon, jest na każdym meczu. Spytałem o pokusy kibicowania United czy City. Odpowiedziała, że Oldham to dla niej rodzinna tradycja przekazywana z pokolenia na pokolenie.

Moją ambicją było pokazanie poprzez fotografię fenomenu bycia kibicem. By ich świat stał się zrozumiały dla tych, którzy piłką nożną się nie fascynują. Nie do końca znalazłem odpowiedź na pytanie, dlaczego kibic co tydzień lub dwa od wielu lat zmierza na jeden konkretny stadion i dopinguje tę jedną, wybraną drużynę. Ale myślę, że do odpowiedzi się trochę przybliżyłem.

Zmierzasz akurat na mecze Borussii Moenchengladbach.

- Nick Hornby w "Futbolowej gorączce", książce dla mnie niezwykle ważnej, napisał, że ma dziką satysfakcję, bo widział serię 38 meczów Oxford United bez zwycięstwa. Mam podobnie, bo Moenchengladbach nie wygrał już ośmiu meczów z rzędu. Za parę lat będę mógł się pochwalić, że widziałem tę katastrofalną serię na własne oczy.

A mówiąc poważnie, bałbym się, że przegapię coś ważnego. Gdybym się nie pojawił, miałbym poczucie, że zostawiłem swój klub w ciężkiej sytuacji. Chodzi też o pewien rytuał. W każdą sobotę rano czuję pewien rodzaj podenerwowania, ekscytacji, mimo że widziałem już 300 meczów Borussii.

Bardziej interesuje mnie odpowiedź na pytanie: czemu akurat ten klub?

- Bo tutaj znalazłem wszystkie ważne dla mnie aspekty z punktu widzenia kibica.

Czyli?

- Dbałość o kulturę kibicowską, brak przemocy, tolerancję dla inności, otwartość. Istnieje w naszym klubie stowarzyszenie De Kull, które angażuje się w rozwój młodych ludzi, np. co roku organizując wycieczki do byłego obozu Auschwitz, by pokazać, do czego mogą prowadzić ekstremizmy czy brak tolerancji.

No i zaangażowanie. Na całym świecie są setki fanklubów, na każdy wyjazdowy mecz stawiają się tysiące kibiców Borussii. To klub, który od 1995 r. nie wygrał nic, w tym czasie dwa razy spadł z ligi - mimo to frekwencja na stadionie się utrzymała, a nawet nieco wzrosła.

Jakie różnice widzisz w kibicowaniu w Polsce i w Niemczech?

- Podróżując po Niemczech z moim klubem, nigdy nie miałem poczucia zagrożenia. W Łodzi odpychała mnie przemoc. W Polsce stadiony są nią przepełnione, mała grupa kibiców zastrasza resztę. A klub w jakimś sensie jest zakładnikiem tych ludzi, daje im nienazwane wsparcie. To tyrania mniejszości i błędne koło.

W Polsce doczekaliśmy się kilku opracowań, dlaczego trybuny tak bardzo odchyliły się w prawo. Tymczasem w Niemczech widać na nich lewicowe transparenty "Witamy uchodźców".

- Ale to nie są transparenty lewicowe.

Tak są postrzegane w Polsce.

- W Niemczech to nie jest kwestia polityczna, ale bardziej społeczna. Kibice Wuppertaler SV grającego w lidze regionalnej również rozwieszali flagi z napisem "Welcome refugees", a poglądy mają prawicowe. OK, jest w Niemczech wyraźnie zaangażowany lewicowo FC Sankt Pauli, ale tu naprawdę chodzi o wrażliwość społeczną, a nie o politykę.

Na większości niemieckich stadionów, np. w Mainz czy Gelsenkirchen, istnieje kodeks kibicowania, który zabrania zachowań rasistowskich czy seksistowskich. Przed meczami wysokiego ryzyka spotykają się szefowie klubów kibica i dyskutują o tym, jak sprawić, by obyło się bez awantur.

Odwiedziłem niemal wszystkie niemieckie stadiony od pierwszej do trzeciej ligi. Za każdym razem robiłem zdjęcia w koszulce i szaliku Borussii, a mimo to nikt mnie nigdy nie zaczepił, nie miałem żadnych kłopotów. W Duesseldorfie byłem świadkiem, gdy kilku fanów Fortuny wydarło szalik kibicowi z Moenchengladbach. Momentalnie podbiegło do niego kilku innych kibiców Fortuny, zabrało mu szalik i oddało właścicielowi. Innym razem na derbach z Borussią Dortmund piłem piwo w pubie gospodarzy, całym w żółto-czarnych barwach. Ja oczywiście w koszulce swojego klubu, ale nie miałem poczucia, że stanie mi się coś złego. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji w Polsce.

Co jeszcze irytuje cię w polskim kibicowaniu?

- Fałszowanie historii. Są kluby, które mają wybitnie lewicowe pochodzenie, jak Widzew. Jako jego fan czułem dumę, że założyli go żydowscy przedsiębiorcy. Ale to wiedza tępiona nie tylko przez kibiców, ale i działaczy. Nie jestem w stanie tego zrozumieć. Tak samo jak w przypadku Legii. Wiadomo, jaką rolę odgrywał ten klub w PRL. To, że kibice Legii są dziś tacy antykomunistyczni, jest całkowicie bezrefleksyjne.

Wywiad opublikowany w Gazecie Wyborczej, Magazyn Stołeczny, 20 stycznia 2017 r.

Zdjęcia z albumu można oglądać i kupić w kluboksięgarniach:
Co-Liber, plac Bankowy 4,
Radio Telewizja, ul. Andersa 29,
Wrzenie Świata, ul. Gałczyńskiego 7,
Księgarnia im. Baczyńskiego, ul. Żeromskiego 81,
ABE-IPS, ul. Koszykowa 34/50

radio

GOING T THE MATCH – warszawska premiera albumu Przemka Niciejewskiego

Ciepło/Zimno oraz Kluboksięgarnia Radio Telewizja zapraszają na spotkanie z autorem fotografii Przemkiem Niciejewskim, który od lat dokumentuje świat kibiców.

Spotkaniu będzie towarzyszyła wystawa zdjęć oraz debata z udziałem dziennikarzy sportowych Piotra Żelaznego, Piotra Wesołowicza i Rafała Steca o fenomenie kibicowania.

Zapraszamy serdecznie!

9 grudnia 2016 r.
Godz. 18:30 – 20:30
Kluboksięgarnia Radio Telewizja
Ul. Andersa 29
Warszawa

ksiegarnia

„Going to the Match” w Księgarni Baczyńskiego w Warszawie

Zapraszamy na promocję albumu fotograficznego Przemka Niciejewskiego „Going to the Match” do Księgarni Baczyńskiego na warszawskim Żoliborzu. Od 9 grudnia w księgarni będą prezentowane zdjęcia fotografa w wielkim formacie.

„Going to the Match” to album - fotodokument prezentujący intymny świat fanów piłki nożnej. Jak napisał o albumie Rafał Stec, dziennikarz Gazety Wyborczej: „Ta fotograficzna podróż wiedzie przez Europę – bogatą i biedną, spektakularną i prowincjonalną – uzmysławiając, że przez piłkę nożną można obejrzeć cały świat”.

Zapraszamy!

Od 9 grudnia 2016 r.
Księgarnia im. K.K. Baczyńskiego,
Ul. Żeromskiego 81
01-785 Warszawa

rafal

Zapraszamy serdecznie na spotkanie z Rafałem Lipskim, autorem „Pressingu”. Spotkanie odbędzie się w Krakowie podczas 20. Międzynarodowych Targów Książki. Przyjdź, porozmawiaj z autorem, zdobądź autograf!

30 października 2016 r. (niedziela)
Godz. 11.30. - 12.20.
Stoisko A6 (Ateneum / Magnus)

20. Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie
Międzynarodowe Centrum Targowo-Kongresowe EXPO Kraków
Ul. Galicyjska 9
Kraków

remmy

Śmieciowy futbol – „Futbolową rewolucję” Jima Keoghana recenzuje Remigiusz Jaskot

Na każdą porywającą serce historię o Wimbledonie, który odrodził się dzięki kibicom, przypada przynajmniej jedna, gdzie kibice nie dali rady przejąć klubu i kolejna, w której objęli władze i nie dali rady go podźwignąć. To książka dla tych, którzy chcą iść na mecz bez uczucia, że kupują bilet jak na blockbuster w multipleksie. Siedząc na trybunach nie chcą być klientem i są gotowi na zawsze pożegnać się z marzeniami o pucharach. Jeszcze w 1960 roku maksymalna stawka dla piłkarza wynosiła 20 funtów i była o 5 wyższa, niż średnia pensja robotnika. Limit zniesiono a zabawa na całego zaczęła się od powstania Premier League i kontraktu z telewizją BSkyB. W latach 1992-2002 płace piłkarzy wzrosły o 1508 proc. Płaca robotnika o 186. Równie mocno jak pensje, poszły w górę ceny biletów. Stojącego za bramką robotnika wymieniono tam na zajadającego kanapkę z krewetkami pracownika biurowego. W 1990 roku najtańsze bilety na Arsenal, czy Liverpool, kosztowały 4-5 funtów. W roku 2011 45-51. Premier League oderwała się od reszty ligowej piramidy. W latach 60. czwartoligowy mecz kosztował tylko o 1/4 mniej, niż w First Division. Teraz Premier League jest droższa o ponad 250 proc.

W 1992 na skraju bankructwa stanęło Northampton Town. Jeszcze w latach 50. kibice klubu, za pomoc w sfinansowaniu oświetlania, dostali naszywkę a jeden z nich prawo do corocznego wypicia drinka z władzami klubu. Tym razem, gdy fani Northampton wykupili klub, postanowili nim zarządzać.

Za oddolnymi i spontanicznymi akcjami stoją ludzie, którzy toną w papierach i użerają się z biurokracją. Jim Keoghan tłumaczy jak zbierano kapitał, przekonywano syndyka i radzono sobie z zarządem komisarycznym. W 2011 roku, w ustawie o decentralizacji uprawnień decyzyjnych zapisano, że lokalna społeczność może wykupić „aktywa o wartości społecznej”. Pierwszeństwo w wykupieniu sklepiku wiejskiego, pubu, czy stadionu, które zostały wpisany na listę, mają mieszkańcy. Autor Jim Keoghan to fan Evertonu, któremu rodzice powiedzieli, że do kibiców Liverpoolu Święty Mikołaj nie przychodzi. Nie ucieka od historii, z których nie warto brać przykładu. Mamy więc osobny rozdział o ikonie ruchu AFC Wimbedon, FC United of Manchester, czy Exeter City, ale wiemy też, gdzie sprawy poszły nie tak, jak planowano. W tym gronie są takie kluby jak Notts County, najstarszy zawodowy klub na świecie, York City, Brentford FC, czy Stockport County, które po przejęciu przez kibiców utknęło w niższych ligach. Wartość wielkich klubów jest tak ogromna, że kibicom trudno myśleć o ich przejęciu. Ale próbują. W Arsenalu, którego pojedyncza akcja jest wyjątkowo droga, dzięki organizacji kibicowskiej, dzięki stowarzyszeniu kibiców, można kupić jej część.

Punk football ostatnio święci triumfy w Wielkiej Brytanii, ale ten model jest wymagany prawem w Niemczech. Keoghan opisuje, jak wymóg „50%+1” obchodzi RB Lipsk. Europejska moda dotarła także nad Wisłę. Pierwszym polskim klubem, który przedstawia się jako demokratyczny, jest AKS Zły. W tym sezonie wystawi dwie drużyny - męską i żeńską, w B-klasie i III lidze.

Autor: Remigiusz Jaskot

Strona Remigiusza
na:temat

Na:Temat „Homoseksualny piłkarz i strachliwi kibole na Euro 2016! Takiej powieści jeszcze w Polsce nie było!” – Włodzimierz Szczepański w rozmowie z Rafałem Lipskim

Pierwsza polska powieść o tęczowym piłkarzu. Kibice przeczytają?

– Skoro wśród niemieckich czy brytyjskich piłkarzy są geje, także pośród walijskich rugbistów i wśród portorykańskich bokserów – a to wiemy na pewno, gdyż doszło do pojedynczych coming outów, to są i pośród polskich piłkarzy – rozmowa z Rafałem Lipskim, autorem książki "Pressing". Lipski to z pochodzenia warszawiak, z wyboru berlińczyk. Działacz wielu projektów antydyskryminacyjnych i wolnościowych. Jednocześnie zapalony kibic piłkarski.

Już zaczyna się piłkarskie szaleństwo Euro 2016. Właśnie widziałem relację z wizyty piłkarzy w Rzeszowie. Gdzie dzieci krzyczały "Polska! Biało czerwoni!" Tymczasem chcesz popsuć to święto. Za chwilę pojawi się Twoja książka „Pressing”, w której ujawni się polski piłkarz gej. To raczej nie przypadkowy termin...

Założenie, że ujawnienie się piłkarza nie będącego hetero, nawet jeśli na razie fikcyjne, byłoby popsuciem komuś święta jest dosyć kontrowersyjne. Jak na mój gust, to w zasadzie już homofobiczne. Ja tę powieść napisałem już parę lat temu. W zasadzie chciałem ją wydać przed Euro 2012, ale żadne wydawnictwo się nie zdecydowało. Usłyszałem od kilku dobrych słów. Typu : – „Wow, ale mocny temat, dobry, ciekawa i mocna historia, fajnych masz bohaterów, niezły kryminał z tego zrobiłeś”. Niektórzy wydawcy pytali nawet czy to jest fikcja czy ja znam faktycznie jakiegoś ukrywającego się piłkarza. Zainteresowanie było, jednak równocześnie słyszałem – „daj spokój, dużo za wcześnie na takie historie”.

Dałeś sobie spokój?

Mogłem odpisywać, że nie jest za wcześnie. Tylko właśnie o co najmniej kilkanaście lat za późno, bo jeden piłkarz już przypłacił życiem za ujawnienie orientacji! Więc wpieprzyłem to do szuflady i tak przeleżało 4 lata, aż się nagle zgłosiło wydawnictwo „Magnus”. Powiedzieli, że słyszeli o takiej niewydanej bombie zegarowej, którą podobno gdzieś w szufladzie trzymam i chcą do tego zajrzeć. Zerknęli i zdecydowali, że opublikują. Tu zagrało chyba to, że oni sami poza wydawaniem są też ludźmi związanymi z piłką nożną i czuli chyba, że tego typu temat musi się wcześniej czy później pojawić. Dlaczego więc nie w Euro 2016!

Na okładce jest różaniec zakończony gwizdkiem, czy to nie przesada? Sędziowie piłkarscy też nie lubią homo?

Nie, sędziów bym bronił. Zresztą uczyniłem to też w samej powieści. Według mojej wiedzy z całego piłkarskiego światka arbitrzy są najmniej uwikłani w homofobiczny skansen środowiskiem. Może nawet mogliby stać się tu awangardą, przełamać schemat. Tymczasem tego nie robią, więc i oni wpasowują się świetnie też w ten pseudo-absolutnie heteroseksualny układ. Nigdy bym się nie zgodził, aby zamienić „sędzia kalosz” na „sędzia homofob” to by nie było fair. Oni generalnie chyba po prostu gwiżdżą na to wszystko co się tam dzieje.

No, to z jakiej paki różaniec i gwizdek...

Po pierwsze to dosyć bezpośrednie odniesienie do jednej z kluczowych postaci tej powieści, o której oczywiście opowiadać teraz nie będę. Po drugie, ta powieść jest pełna kontrastów – tego się nie dało uniknąć pisząc o tym zjawisku homofobii – i gwizdek zawieszony na różańcu okazał się świetną klamrą całego tego zjawiska. I wreszcie, po trzecie: autorką okładki jest Marta Frej. Artystka, ilustratorka i feministka posługująca się bardzo wyrazistym przekazem. Ta okładka, to jej wkład w „Pressing”, zresztą bardzo mi zależało na tym, aby to właśnie Marta ją zaprojektowała. Gdy zobaczyłem to cudo, wiedziałem, że to był jedyny właściwy adres.

Skoro piszesz powieść o geju piłkarzu, to wiesz czy wśród polskich są homoseksualiści?

Czy wśród polskich polityków są geje? A czy wśród polskich pilotów samolotów pasażerskich są geje? Skoro wśród niemieckich czy brytyjskich piłkarzy są geje, także pośród walijskich rugbistów i wśród portorykańskich bokserów – a to wiemy na pewno, gdyż doszło do pojedynczych comingoutów, to są i pośród polskich piłkarzy. Jednak cały problem nie polega na tym, aby ich teraz szukać, którzy, ale zastanowić się, dlaczego akurat wśród milionów piłkarzy na tym świecie, wśród polskich nie ma ani jednego zdeklarowanego geja, który zdecydował się na normalne, otwarte życie. I to jest sedno problemu, który opisuję: futbolowe otoczenie i atmosfera w nim panująca jest tak okrutnie homofobicznie opresyjna, że wciąż musimy sobie zadawać to kretyńskie pytanie, czy wśród polskich piłkarzy są geje, mimo iż doskonale wiemy, że tak jest.

A może na żylecie też zasiadają homo?

Jeżeli „żyleta” jest to dla ciebie synonimem trybuny ultrasowskiej, to myślę że wśród ultrasów znajdziesz więcej osób homoseksualnych niż na niejednej dyskotece.

Ładne! Więcej niż na dyskotece...

Jeżeli zaś „żyleta” kojarzy ci się z jakąś stricte chuligańską opcją to te proporcje się zmienią oczywiście. Natomiast założenie, że gej nie może być chuliganem jest też samo w sobie homofobiczne. To ślizganie się po stereotypach. Na pewno na części trybun, na których odsetek osób nieheteroseksualnych jest większy lub mniejszy ze względu na kodeks jaki panuje na niektórych sektorach. To samo będzie dotyczyło odsetka kobiet czy osób starszych. Tam już nawet nie każda fryzura jest mile widziana, a co dopiero orientacja seksualna. Po prostu „żylety” filtrują się same tworząc swoistą homogeniczną tkankę. Co zresztą moim zdaniem im nie służy, bo o ile jakaś doza dyscypliny sprzyja dobremu dopingowi płynącemu z trybuny ultras, to już te trybuny, które zamykają się na różnorodność, wiele tracą na swoim klimacie i na kreatywności.

Nie przepadam za tym klimatem. W Polsce pseudokibice wyrośli na obrońców moralności w koszulkach z „żołnierzami wyklętymi”. Co niektórzy krzyczą "zakaz pedałowania”. A może boją się ujawnienia, że oni też „pedałują”?

Zacznijmy od tego, że tylko fragmenty trybun zakazują sobie lub innym tego „pedałowania”. I ja to też w swojej powieści wyraźnie zaznaczam. Tam jest to bardzo dosłownie opisane, jest swoiste „liczenie się kibiców” i próba oszacowania, tego kto na jakim miejscu siedzi na tej homofonicznej karuzeli. Szukam odpowiedzi, jak się zachowa, gdy piłka nożna pokaże swoją niejednoznaczną tożsamość seksualną.

A dlaczego tak uparcie krzyczą o zakazie?

Oczywiście, krzycząca większość jest hetero. Nawet jak przez jakiś moment życia niektórzy z nich czuli, że niekoniecznie, to środowisko postawiło ich do pionu. I tak, część krzyczy nie rozumiejąc po co i dlaczego tak krzyczą. Część krzyczy „zakaz pedałowania”, bo została zwerbowana do organizacji nacjonalistycznych, często na stadionie właśnie. Tak muszą krzyczeć, bo tak jest napisane i wódz źle znosi sprzeciw.

A więc krzyczą niejako z rozkazu. Reszta też?

Wielu krzyczy, bo się geja boi, bo ten strach wynieśli z domu lub z podwórka i na stadionie spotkali setki takich strachliwych jak oni, i wykrzykują ten swój strach co sobotę gromadnie. Jest im wtedy lepiej, dodaje im to siły, jakiegoś spokoju na pewno, że odcięli się od tego czegoś. A że niełatwo się przyznać do tego, że krzyczy się coś ze strachu, kompletnej niewiedzy lub na rozkaz partyjki nacjonalistycznej, bo najpierw w ogóle trzeba zajrzeć w głąb siebie, aby przyczyny tego swojego zachowania rozpoznać, a stadion nie jest faktycznie inkubatorem refleksji, to oni potrzebują jakiegoś sprytnego alibi dla tego strachu i tego nakazu i tej niewiedzy. I tym alibi jest obrona moralności. To się staje nagle takim zbożnym celem, można już z tego być dumnym i krzyczeć dumnie i z misją w gardle, i jeszcze ksiądz i pani premier pochwalą.

Twoja powieść jest tylko fikcja, bo może nie znasz rzeczywistości polskich kibiców i tego co dzieje się w szatniach?

Zbyt wiele lat sam spędziłem na stadionach, zbyt wiele przeczytałem biografii piłkarzy, też tych, którzy dotknęli problemu. Zbyt wiele poznałem opracowań pióra psychologów sportowych, którym piłkarze geje się anonimowo zwierzają, albo wypowiedzi trenerów, jak choćby wypowiedzi trenera zmarłego Justina Fashanu, aby można było powiedzieć, że nie znam tej rzeczywistości kompletnie. Oczywiście masz rację, dużo ciekawiej było by gdyby Robert Lewandowski napisał książkę o tym, jak on postrzega ten fenomen utajania przez tysiące (na skalę światową) mężczyzn uprawiających ten konkretny sport, swojej tożsamości seksualnej.

Chyba takiej książki od Lewandowskiego się nie doczekamy

Mógłbym opisać historię Justina Fashanu i to nie byłaby fikcja. Ale to się wydążyło wiele lat temu, dziś jest rok 2016 i wiele mechanizmów tej homofonicznej piłkarskiej maszyny do ukrywania we własnym łonie homoseksualnych piłkarzy i działaczy, zostało rozpracowanych i opisanych. Więc ja je wszystkie, czy właściwie prawie wszystkie, bo z niektórych zdecydowałem się zrezygnować, zebrałem i wyłożyłem w takiej dosyć przystępnej formie. Bo sama książka jest dosyć wesoła.

No to mniej wesoło. W garażu powiesił się Justin Fashanu, pierwszy gej-piłkarz w Wielkiej Brytanii jak przyjąłeś wieść o jego śmierci?

Dowiedziałem się o tym już sporo po jego śmierci. Jego historia nie była wcale jakoś specjalnie znana. Dopiero po paru latach, gdy ludzie podchodzący krytycznie do futbolu, także do homofobii, dotarli do tej historii i przyjrzeli się mechanizmom, które tam zadziałały, oni odkryli historię Justina Fashanu dla świata. Jak ja się czułem gdy poznałem historię jego śmierci? Gdybym miał to moje odczucie teraz skompresować do jednego zdania, odpowiem tak: poczułem się zażenowany, że coś takiego musi się dziać i jeszcze bardziej, że to się dzieje i nikt nie zgłasza głośno sprzeciwu.

Został zaszczuty? Tego boją się polscy piłkarze geje?

Cały problem zawarty jest w zasadzie w tytule powieści. To kwestia presji na piłkarzu. Presji zarządu klubu, presji menadżerów, presji ze strony kolegów z drużyny, presji ze strony sponsorów, presji ze strony kibiców i dziennikarzy sportowych, presji związanej z ewentualnym załamaniem się kariery, etc. Więc to jest wszechobecny i permanentny pressing. Najciekawsze jest to, że tak zaprogramowany, tak skuteczny, tak wtopiony w piłkarski światek, że w zasadzie nie musi być ta presja wypowiadana, wystarczy że wisi sobie w powietrzu. Oczywiście poza okrzykami strachu z trybun, ale ich nawet często piłkarze nie biorą tak serio. I to jest coś, co było dla mnie najistotniejsze w mojej książce. Aby w tej tragikomedii pokazać złożoność problemu, aby nie sprowadzać tego do stadionowych sektorów, bo są one tylko małym wycinkiem całej układanki.

Wśród polskich piłkarzy nie ma gejów. A jak to wygląda w Niemczech?

Oczywiście, że są! Natomiast w Niemczech szacuje się, że w wyższych ligach co 10-20 zawodnik jest gejem, czyli w zasadzie oglądając dowolny mecz Bundesligi mamy na boisku 1-2 graczy homoseksualnych, którym kibicujemy, którzy strzelają bramki, faulują, przepychają się na polu karnym. Normalna sprawa. Nienormalne jest to, że przez całą swoją karierę, de facto 1/3 swojego życia muszą udawać hetero. Często zresztą, i to też jest dowiedzione, są w tym tak nadgorliwi, że są największymi homofobami w szatni.

Dlaczego ciebie interesuje temat homofobii w piłce?

Futbolem interesuję się od dziecka. Od zawsze szlajałem się po stadionach świata, od 3 ligi peruwiańskiej po finały europejskich pucharów – wszystko mnie interesuje, choć głównie od strony socjologicznej czy kulturowej. Zresztą jestem współzałożycielem i aktywnym członkiem klubu piłkarskiego AKS ZŁY. A zarazem, czuję od zawsze wewnętrzną potrzebę zmagania się z wykluczeniami i opresyjnymi zjawiskami społecznymi. Homofobia jest tu we współczesnej Europie, zwłaszcza Wschodniej, sporym problemem. Przebywając przez wiele lat w Niemczech mogłem śledzić i brać bezpośredni udział w debatach wokół tej tematyki. Po powrocie do Polski nie mogłem uwierzyć jaka posucha wokół tych kwestii panuje tutaj. Szukałem akurat pomysłu na kolejną powieść i tak powstała historia chłopaka z pod Sochaczewa, który zawrócił bieg polskiej piłki nożnej.

Gej spod Sochaczewa! No, proszę ciebie...

Zresztą dla mnie to nie jest temat skończony. Kończę właśnie pisanie scenariusza, adaptacji „Pressingu”. Co ciekawe, już teraz widzę, że reakcje filmowców na propozycję podjęcia tego tematu są analogiczne jak wydawców 5 lat temu. No, bo kto się odważy wyłożyć kasę na ekranizację takiej historii i to jeszcze w epicentrum Dobrej Zmiany?! Tu trzeba mieć nie tylko kapitał ale i jaja.

Od coming outu Justina Fashanu minęło sporo lat. Złamał tabu. Teraz pewnie polski piłkarz gej nie byłby już sensacją.

I to jest właśnie kluczowe pytanie, które zadaję w mojej książce. Byłby sensacją czy nie byłby? I dla kogo? I jakie były by adekwatnie konsekwencje. To niestety, niesamowita odpowiedzialność spoczywa na polskich dziennikarzach. Jak się obejdą z tematem. Czy będzie to właśnie pogoń za sensacją, czy idealny moment aby zadać głośno i przedyskutować na spokojnie te wszystkie pytania, które ja poutykałem w „Pressingu”. Pierwszy coming out w polskim futbolu albo niesamowicie wiele zmieni całe to środowisko futbolowe, być może wręcz odmieni całkowicie atmosferę wokół piłki nożnej w Polsce, albo wprost przeciwnie, zamknie jeszcze szczelniej ten piłkarski skansenik. To będzie dla was, dziennikarzy, ważny sprawdzian. Zresztą ja się z wami w „Pressingu” dosyć konkretnie rozprawiłem.

No, cóż. Dziękuję za rozmowę.

Napisz do autora: wlodzimierz.szczepanski@natemat.pl

Artykuł opublikowany w Na:Temat

Do góry

futbolove

6 września 2016 r. odbędzie się debata dotycząca społecznego wymiaru futbolu. Wydarzenie towarzyszy wystawie „Futbolove Historie” w Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie. Podczas debaty głos zabiorą m.in. Stefan Szczepłek (Rzeczpospolita), Michał Okoński (Tygodnik Powszechny), Michał Szadkowski (Gazeta Wyborcza), spotkanie poprowadzi Jacek Purski.

Podczas debaty możecie spotkać twórców i autorów Ciepło/Zimno. Serdecznie zapraszamy!

Szczegóły na stronie: https://www.facebook.com/events/1794334580785295/

ada

Ciepło/Zimno na Warszawskim Niezależnym Kiermaszu Książek

Serdecznie zapraszamy na stoisko Ciepło/Zimno na Warszawskim Niezależnym Kiermaszu Książek. Celem kiermaszu jest zapewnienie otwartej platformy do wymiany wiedzy i doświadczeń z wielu dziedzin szeroko pojętej kultury. Może piszesz książki, publikujesz książki dla dzieci, robisz fanzine, planujesz uruchomienie niezależnej księgarni lub wydawnictwa czy też angażujesz się w inne rzeczy. Zapraszamy do Warszawy jesienią tego roku.

3-4 września 2016 r.
Godz. 12.00. – 20.00.
A.D.A. Puławska
Ul. Puławska 37
Warszawa

Szczegóły na stronie: https://www.facebook.com/events/1000964053344912/

opetani

„Futbolowa rewolucja” i „Pressing” na Opętani Czytaniem

Opętani Czytaniem to blog prowadzony przez miłośników książek. Zapraszamy do lektury recenzji „Futbolowej rewolucji” Jima Keoghana (http://opetaniczytaniem.pl/ksiazka/futbolowa-rewolucja-kibice-wkraczaja-do-gry.html) i „Pressingu” Rafała Lipskiego (http://opetaniczytaniem.pl/ksiazka/pressing.html

Zapraszamy na fanpage Opętanych Czytaniem! www.facebook.com/pl.lubie.czytac

frej

Marta Frej autorką okładek Ciepło/Ziemno

„Kibic ze mnie żaden, ale to była fajna przygoda” - tak o pracy nad ilustracjami do książek Ciepło/Zimno: „Pressingu” oraz „Futbolowej rewolucji” mówi ich autorka – Marta Frej.

Jej memy biją rekordy popularności. Marta Frej to malarka, graficzka i aforystka. Jej fanpage to prawdziwa intelektualna gratka a tworzone przez nią aforyzmy szturmem zdobywają coraz to nowe umysły. Jest malarką, ilustratorką, animatorką kulturalną, prezeską Fundacji Kulturoholizm oraz współzałożycielką Klubu Krytyki Politycznej w Częstochowie. Laureatka nagrody Okulary Równości 2015, przyznawanej przez Fundację im. Izabeli Jarugi-Nowackiej.

Miłośnikom dobrego żartu i ciętej riposty polecamy fanpage Marty Frej będący prawdziwą intelektualną gratką www.facebook.com/marrafri

kopalnia

Magazyn „Kopalnia. Sztuka Futbolu” partnerem Ciepło/Zimno

Magazyn „Kopalnia. Sztuka Futbolu” objął patronatem wydanie „Futbolowej rewolucji” Jima Keoghana i „Pressingu” Rafała Lipskiego!

„Kopalnia” to dziennikarstwo na najwyższym poziomie, bez infantylizmów i uproszczeń. Tworzą ją najlepsi polscy dziennikarze sportowi, i nie tylko sportowi. Ten wyjątkowy Magazyn tworzą dla autorzy z zagranicy, pisał do niej zdobywca Nagrody Nike i Paszportu Polityki.

www.magazynkopalnia.com

footbolowarewolucja
ISBN: 9788394205980
Format: 161 x 231 mm
Oprawa: miękka
Liczba stron: 256
Wydanie I
Cena okładkowa: 39,90 zł

empik
merlin
bonito

Tytuł: Futbolowa rewolucja
Autor: Jim Keoghan

Jeśli sądzisz, że piłka nożna jest skazana na podstarzałych działaczy, „betonowe” związki i szemrane układy, to bardzo się zaskoczysz! Poznaj historię nowoczesnego futbolu, zrodzonego z zaangażowania, determinacji i współpracy zwykłych kibiców. Zobacz, jak oddolny ruch odmienił oblicze piłki nożnej w Wielkiej Brytanii. A potem pomyśl, jak dużo możesz zrobić na naszym, polskim boisku.

Zjawisko, jakim jest futbol, doczekało się wielu opracowań i publikacji - poczynając od naukowych i historycznych, przez powieści fabularne po publicystykę i reportaż. Jednak takiej książki na rynku polskim jeszcze nie było!

„Fultbolowa rewolucja” opowiada o zmianach, jakie dokonały się w mateczniku piłki nożnej, którym jest Wielka Brytania. Jest to historia oddolnego ruchu społecznego mającego na celu uzdrowienie współczesnego futbolu poprzez zaangażowanie kibiców w samodzielne tworzenie klubów sportowych. Jim Keoghan w sposób fascynujący przedstawia narodziny i rozkwit niesamowitego ruchu społecznego, który przerodził się w wyjątkową siłę rewolucyjną, budując podwaliny nowoczesnego i niezależnego sportu. Taka historia może się również zdarzyć w Polsce.

  • aks zly
  • kopalnia
  • lubieczytac
  • opetani

Recenzje

Żyjemy w czasach gdy futbol stał się kolejną gałęzią showbiznesu. Całkowicie stracił kontakt z rzeczywistością i swoją pierwotną misją społeczną. Został wykorzeniony, a kibic traktowany jest jako klient a nie członek społeczności. Żyjemy jednak też w czasach rewolucji. Znaleźli się bowiem tacy, którzy potrafili powiedzieć „stop”. Którzy chcą piłkę nożną z powrotem ukorzenić. Kluby demokratyczne – jak FC United of Manchester czy AFC Wimbledon – prawdopodobnie nigdy nie będą mogły konkurować z napędzanymi milionami euro korporacjami z Ligi Mistrzów. Ale nie taki jest też ich cel. Jakkolwiek by to górnolotnie nie brzmiało, ich założeniem jest przywrócenie futbolu ludziom.

Piotr Żelazny

Masz dosyć Manchesterów City i United? Bardzo słusznie! Jedź na mecz FC of Manchester – klubu założonego w proteście przeciwko wielkim amerykańskim pieniądzom, za które kupiono MU. Albo przeczytaj o fenomenie AFC Wimbledon. Albo o innych klubach, które wyrastają z kibicowskich pasji i stały się przedmiotem zainteresowania Jima Koeghana, autora „Futbolowych rewolucji”. Bez dwóch zdań: piłka nożna stała się dziś globalną praktyką kulturową i ta globalność stała się przekleństwem futbolu: z nabrojerowanymi pieniędzmi klubami (których budżet jest wyższy niż budżet wielu państw), gigantycznymi zarobkami piłkarzy, dyktatem agentów i menedżerów, odysei transferowych, zysków z reklam i sprzedaży gadżetów. Jim Koeghan snuje fascynującą opowieść o innym, niż neoliberalny, obliczu piłki: romantycznym, może niegdysiejszym, tworzonym spontanicznie i oddolnie. Ze skromnym zasobem finansowym, ale bogatym w ludzkie pasje i emocje. Być może stare punkowe zawołanie: Do It Yourself – realizowane w przestrzeni stadionu piłkarskiego – jest jedną z piękniejszych utopii późnej nowoczesności. I co ważne: jest utopią spełnioną (a przynajmniej spełniającą się), czego świadectwem nie tylko brytyjskie kluby, ale i warszawski fenomen – AKS Zły.

Mariusz Czubaj

Do góry

pressing

ISBN: 9788394205973
Format: 148 x 210 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 328
Wydanie I
Cena okładkowa: 39,90 zł

empik
merlin
bonito

Tytuł: Pressing
Autor: Rafał Lipski

Jak bardzo polskiemu światkowi piłkarskiemu zaszkodzi coming out jednego z kluczowych graczy? Czy pogłoski o sabotażu mistrzostw są prawdziwe? Skąd biorą się afrykańscy piłkarze w polskiej lidze? Przed naszą reprezentacją kilka naprawdę trudnych pytań! „Futbol to mikrokosmos z siusiakiem. Miejsce kadry jest w nim szczególne. To sam czubek siusiaka” – PRESSING Rafała Lipskiego to powieść z gatunku political fiction, która dotyka jednego z najbardziej wrażliwych obszarów męskiej rywalizacji. Sprawdź, czy obiecujący polski napastnik przezwycięży presję społeczną. Jak ekscentryczny selekcjoner poradzi sobie z czarną owcą w drużynie? Co na mistrzostwa planują hakerzy? Czy dziennikarska obsesja przekraczania kolejnych granic moralnych jest uleczalna? Nieważne, czy jesteś kibicem, czy też futbol jest ci obojętny – ta książka sprawi, że inaczej spojrzysz na męską szatnię i zgrupowania zespołu. Przygotuj się na bardzo niewygodne odpowiedzi!

Rafał Lipski – to nazwisko warto zapamiętać. Autor, do którego określenia „wyrazisty”, „niepokorny”, „kontrowersyjny” pasują jak własne odciski palców. Urodzony w 1973 roku, z pochodzenia warszawiak, z wyboru berlińczyk (przez wiele lat animował tamtejszą undergroundową kulturę i współtworzył ruch squatterski). Nieustannie przekracza granice. Debiutujący powieściopisarz z odwagą mówienia, pisania i robienia rzeczy wywrotowych. Tu postawmy kropkę. Lipski kolejny raz wymknął się opisowi.

  • aks zly
  • kopalnia
  • lubieczytac
  • opetani

Recenzje

Lipski w swojej fikcji politycznej, poruszając się w nieodległej przyszłości, podkłada pod system bombę, na której masę krytyczną składają się seks (seksualność raczej) i piłka nożna. Ten wybuchowy koktajl kreśli z wywrotową odwagą i nie ogląda się na to, do czego te dwa pojęcia-światy nas przyzwyczaiły: seks – wyparty, stabuizowany, przemilczany. I piłka nożna – przewidywalna, przekupna, na dodatek tradycyjnie sprawicowiona przez kibiców. W Pressingu wszystko jest inaczej, niż było. A przecież jeszcze nie padły słowa „uchodźczynie”, „muzułmanki”. Ten polityczny thriller emancypacyjny jest jak strzał nie do obrony. Naprzód!

Roman Kurkiewicz

Piłkarz-gej, feministka-prostytutka i do tego lesbijka. A wokół nich pełno dziwnych i podejrzanych ludzi. No ładnie! Fabuła jest zaskakująca i trzyma w napięciu, chociaż w tekście sporo też odniesień do aktualnych wydarzeń społecznych i politycznych. Sam pomysł, aby niewygodny dla wielu osób związanych futbolem temat nieheteronormatywności przenieść na stadiony przywodzi na myśl spektakl Moniki Strzępki i Pawła Demirskiego „Tęczowa trybuna”, w którym na Euro 2012 geje i lesbijski szykowali swój własny sektor. Jednak political fiction autorstwa Lipskiego dotyka szerszych spraw – nie tylko homofobii w środowisku piłkarskim i kibicowskim, ale i rasizmu czy strachu przed uchodźcami. W na pozór tolerancyjnej Warszawie, gdzie „każdy znajdzie dla siebie miejsce” znajdują się strefy zakazane, gdzie dziennikarze walczą o każdy news, choćby miało się to skończyć niebezpieczeństwem czy nawet śmiercią. Do tego galeria oryginalnych postaci i mamy chyba pierwszą w Polsce powieść homo-piłkarską

Sylwia Chutnik

Do góry

gttm

ISBN: 9788394205973
Format: 148 x 210 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 328
Wydanie I
Cena okładkowa: 39,90 zł

empik
merlin
bonito

Tytuł: Going to the Match
Autor: Przemek Niciejewski

„Going to the match" to podróż przez wiejskie boiska, zapomniane stadiony ale również olbrzymie areny piłkarskie. To świat pełen emocji, oddania, przygnębienia i frustracji.

Niciejewski od wielu lat z aparatem w dłoni rejestruje fenomen bycia kibicem. Większość wykonanych przez niego zdjęć powstała w Polsce, Niemczech oraz Anglii, gdzie w ostatnich latach odwiedził setki stadionów ale nie widział większości bramek, które wówczas zdobyto. Skoncentrowany na trybunach, bo tylko wtedy w możliwie obiektywny sposób mógł za pomocą zdjęć opisać świat kibica.

To dwugodzinne oczekiwania przed muralem Banksy'ego w Bristolu na dobre ujęcie. To powrót do Kolonii z nadzieją na odnalezienie kibica oglądającego mecz swojej Fortuny spoza stadionu. To również zdjęcie zrobione w ostatniej chwili na Anfield, tuż przed diametralną zmianą około-stadionowego krajobrazu. Zdarzało się, że mecz lokalnej drużyny obserwował jeden widz, równie fanatycznie zaangażowany w jej sprawy, co kibic Realu czy Barcelony.

To także portret osób odmierzających czas przy pomocy terminarza spotkań piłkarskich. Osób bezrefleksyjnie powtarzających utrwalone rytuały. Sama droga na stadion staje się ceremoniałem równie istotnym jak sam mecz. Ta sama ścieżka, ten sam pub czy sprzedawca programów meczowych. To swoista mapa tych wszystkich istotnych dla kibica punktów orientacyjnych składających się na całość zamkniętą w pojedynczych ujęciach. Niciejewski wkrada się w ten świat z aparatem i zatrzymuje w kadrze emocje towarzyszące tej pięknej grze.

Album zawiera ponad 120 kolorowych fotografii. Całość uzupełnia 20 cytatów trafnie opisujących stan umysłu przeciętnego kibica.

Tytuł albumu nawiązuje do obrazu L.S. Lowry'ego przedstawiającego kibiców Bolton Wanderers w drodze na mecz popularnych „Kłusaków". Obraz ten stanowił dla Niciejewskiego inspirację do fotografowania fanów piłkarskich, ale również do próby odnalezienia odpowiedzi na pytanie o sens kibicowania.

Wstęp: Jonathan Wilson

  • aks zly
  • kopalnia
  • vice
  • GW KATOWICE
gttm

ISBN: 9788394205973
Format: 148 x 210 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 328
Wydanie I
Cena okładkowa: 39,90 zł

Tytuł: Droga w nieznane
Autor: Meredith Tax

Nazywają je „aniołami śmierci”. Stanowią koszmar dżihadystów, wierzących, że zabici przez kobietę, nie wstąpią do raju. W armii kurdyjskich peszmergów, która rzuciła wyzwanie terrorystom z tzw. Państwa Islamskiego, co trzeci bojownik jest kobietą.

„Droga w nieznane” to dramatyczny reportaż o rewolucjonistkach z Rożawy – quasi-autonomicznego regionu w rozdartej wojną Syrii. To historia kobiet, które brały czynny udział w wyzwalaniu obszarów na granicy turecko-syryjskiej spod rządów ISIS. Kurdyjskie feministki, chwytając za broń, podejmują walkę - nie tylko w sprzeciwie wobec tzw. Państwa Islamskiego, ale przede wszystkim na rzecz swoich praw społecznych i ekonomicznych.

radio

Tytuł: Apokryf Juliana
Autor: Krzysztof Bernaś

Premiera: 24 listopada 2017
Koniec września 2014 roku. Warszawa. Trójkąt pomiędzy Pałacem Kultury i Nauki, Rondem Wiatraczna i praskim zoo. Odległa galaktyka miliardy lat temu, zanim w pewnym układzie planetarnym na skraju Drogi Mlecznej utworzyła się Ziemia i powstało na niej życie spokrewnione z tym, które zakończyła i tragicznie rozdzieliła katastrofa z odległej przeszłości.

Na Ziemię przeniknęli już… ONI…

Życie Juliana Żeniewskiego, młodego aspirującego pisarza, niespełnionego koszykarza i studenta warszawskiej uczelni, traci sens, po tym jak rzuca go dziewczyna. Wszystko się zmienia, gdy poznaje egzotyczną i tajemniczą studentkę aktorstwa z dalekiego kraju – Ajin. Choć pochodzą z zupełnie innych światów, łączą ich wspólne traumy i bolesna przeszłość. Przeżywają szalony romans i odkrywają prawdę na temat zaginionych w ostatnim czasie dziewczyn i niebezpieczeństwa grożącego życiu na Ziemi…

Na polskim wybrzeżu trwają genetyczne eksperymenty nad ludzką seksualnością dokonane przez ekskomunikowanego księdza-biologa. Z pomocą służb specjalnych i wojska próbuje stworzyć nowy gatunek dzieworodnie rozmnażających się, pozbawionych uczuć i myślenia ludzi podobnych do zombie.

Zło jest wpisane w naszą naturę, a ludzkość znów zmierza w kierunku zagłady. Czy jest jeszcze szansa powstrzymać bieg zataczającej koło historii i zmienić tragiczne przeznaczenie świata? Musi nadejść koniec złych rządów złych Bogów. Poznaj odnaleziony tajemny przekaz Juliana Żeniewskiego! Odkryj rzeczywistość na nowo!

„Niezwykła literacko, bardzo współczesna, młoda, odważna i bezkompromisowa próba otwarcia się na łączącą ponad podziałami kulturowymi i religijnymi wizję metafizycznej rzeczywistości i przenikającej całą naturę boskości, do której dotrzeć może każdy. Apokryf Juliana uzmysławia, co znaczy odpowiedzialność za życie, z którym jesteśmy połączeni dużo trwalszą więzią, niż nam się wydaje”.

Xawery Żuławski

Seria Ciepło/Zimno Wydawnictwa Magnus powstała z pasji ludzi do książek. Jesteśmy grupą ideowców, którzy bez kapitału, siedziby i sztabu ludzi, po godzinach pracy i z pomocą przyjaciół realizują się poprzez pracę nad książką.

Autorów, z którymi współpracujemy, wyszukujemy podróżując po świecie czy flanerując po warszawskich zakamarkach. Umożliwiamy wejście w świat wydawnictw ludziom niezwykłym, których twórczość dotychczas była chowana do szuflady. Polskiemu czytelnikowi chcemy dać możliwość zapoznana się z niszowymi tytułami, które pojawiły się na zagranicznych rynkach. Naszą misją jest dostarczenie unikalnych, niebanalnych i intrygujących książek dla dorosłych.

Zapraszamy do zapoznania się z naszą ofertą oraz zachęcamy do współpracy!

Zapraszamy do współpracy ludzi z pasją:

autorów, redaktorów, korektorów, tłumaczy, grafików i ilustratorów, którzy chcą podzielić się swoimi pomysłami, portfolio, przygotowywanymi tekstami oraz doświadczeniem zawodowym.

Jesteśmy otwarci na różne formy współpracy.

Zapraszamy do kontaktu: wydawnictwomagnus@gmail.com

Wydawnictwo Magnus
Seria Ciepło / Zimno
wydawnictwomagnus@gmail.com

Zapraszamy do kontaktu!